Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.



 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Gospoda "Bez nazwy"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Victoria Kuran
Victoria Kuran


Miano : Victoria Kuran
Liczba postów : 47
Join date : 25/02/2015

Gospoda "Bez nazwy" Empty
PisanieTemat: Gospoda "Bez nazwy"   Gospoda "Bez nazwy" EmptyWto Kwi 14, 2015 8:23 pm

Właściwie zwykłe miejsce, w którym za zapłatą można się posilić, napić czego dusza zapragnie, posiedzieć i odpocząć. Jest dobrze schowana między drzewami, ale nie całkiem niewidoczna.

Maszerowała wraz z wilkiem przez pustynię. Co jakiś czas się okrywała materiałem, aby słońce nie dostało się w nieodpowiednie miejsca. Powoli wkraczali na zalesione tereny. Nigdzie jej się nie spieszyło. Noc spowiła świat, dlatego teraz swobodnie mogła zdjąć z siebie te wszystkie woalki. Teraz mogła żyć jak na wampira przystało. Czasem spomiędzy rzadkich koron drzew można było dostrzec piękny księżyc. Wraz z dalszą wędrówką drzew robiło się gęściej, aż w końcu przysłoniły sklepienie i zapanował mrok.
Cały czas ze sobą rozmawiali. Zastanawiała się nad jego wypowiedziami. Spojrzała w jego stronę, chociaż słabo cokolwiek było widać. - W porządku - odpowiedziała dość lakonicznie na jego pierwszą wypowiedź odnośnie gotowości do czegokolwiek. Niewiele rozumiała z zaistniałej sytuacji, ale postanowiła się tym tak mocno nie przejmować. Jeśli miałoby się coś wydarzyć konkretnego to się wydarzy. Jeśli nie, to nie. Zawsze mogli być dobrymi przyjaciółmi i to jakoś zaakceptuje. Nie było co wykładać wszystkich kart na stół przedwcześnie. Kompromitacja to najgorsze, co może być w tego typu znajomościach.
- Skoro uważasz, że dawanie siebie jest czymś bardzo wielkim, to niech będzie. Ale to nie jest tak, że nie dostajesz nic w zamian. Jeżeli dajesz od siebie to i ja to robię- wyjaśniła jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Zaśmiała się melodyjnie słysząc kolejne zdanie. - Sam ubliżasz swojej płci, ja nie zamierzam. Dobrze wiemy, że kobiety też są różne. Nikt nie jest idealny- taka była prawda, a nie inna. Czasem wstydziła się, że są takie, a nie inne przedstawicielki płci pięknej, chociaż ona sama miała trochę za uszami. Może nie skrzywdziła jeszcze żadnego mężczyzny, ale swoje dzieci kiedyś próbowała.
Spojrzała na niego wymownie i stanęła gwałtownie. On chciał jej podarować swoją krew? Czegoś podobnego się nie spodziewała. Nikt jej tego nie proponował, a ona sama uważała, że nie powinno się tego robić. A na pewno nie prosić o to ludzi, którzy są jej bliscy. - Chyba bym nie mogła. Nie chcę na tobie żerować. A poza tym teraz jesteś słaby i znów mógłbyś stracić przytomność nawet przy niewielkiej utracie krwi- wyjaśniła, ale musiała przyznać, że zaimponował jej tak śmiałą propozycją. Uśmiechnęła się do siebie pod nosem, ale trudno było to dostrzec w tych egipskich ciemnościach. Kontynuowała podróż. - Mi się nic nie stanie. Póki co musisz coś zjeść- stwierdziła rezolutnie zbliżając się powoli do docelowego miejsca. - W sumie to nie wiem dokąd nas zaprowadzi ten las. Nie znam okolic, ale może coś tu będzie- widoczność była bardzo ograniczona, ale po kilkunastu minutach wyrosła im przed nosami drewniana chata. Zerknęła pytająco na Kenji'ego. Chyba mogło być, nie? Szyld krzywo wisiał, ale to z kolei informowało o tym, że to nie prywatne lokum. Weszła do środka rozglądając się. W sumie nic szczególnego. Wszystkie akcesoria wykonane z drewna. Siedziało tu kilka osób, gawędziło. W środku było ciepło. Zapewne przyczyniała się do tego ilość wydychanego dwutlenku węgla. Siadła przy jednym stole. - Chyba nie jest najgorzej. A sądząc po zapachu może tu coś zjesz- zagadnęła spoglądając na kobiecinę, która ogarniała ten chaos.


Victoria Kuran
biały wam­pir, który pożyczo­nym blas­kiem wy­sysa ze świata wszys­tkie barwy.
VictoriaRelacjePocztaSkrytkaKuran
Powrót do góry Go down
Kenji Hayashi
Kenji Hayashi


Miano : Kenji Hayashi
Liczba postów : 48
Join date : 24/02/2015
Age : 27
Skąd : Warszawa

Gospoda "Bez nazwy" Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Bez nazwy"   Gospoda "Bez nazwy" EmptySro Kwi 15, 2015 12:47 pm

Maszerował sporą ilość czasu z wampirzycą. Wiedział, że zapewne niedługo gdzieś dotrą, ale i tak przeszkadzało mu bardzo słoneczko. Mógł od czasu do czasu spoglądać na kobietę, która szła dosłownie obok niego i poprawiała jedwabny materiał. No cóż, Kenji wiedział że ona nie lubi słońca, dlatego nie chciała żeby jej się coś stało. Kiedy podczas ich przechadzki, mężczyzna wreszcie zobaczył że pustynia powoli zaczynała zanikać za jego i dziewczyny plecami, mógł dostrzec powoli zaczynający się las, to oni tak szybko tutaj przyszli? Nie mógł w to uwierzyć, że coraz bardziej wchodzili w głąb, to nad ich głowami zaczęło się roić od dużej ilości koron masywnych drzew. Powoli, ale na spokojnie, Victoria wreszcie rzuciła pierwsze słowa w jego stronę.

Trochę musiał poczekać, pewnie nie chciała nic mówić jeszcze jak byli na piaszczystych terenach, ponieważ szybciej by się zmęczyła. Hayashi miał rację, zawsze trzeba było być gotowym na najgorsze, mimo iż jak na razie otaczał ich spokój, to z drzew ktoś mógł zawsze zaatakować. Ponownie trochę czasu minęło, a kobieta ponownie rzuciła tekstem w jego stronę. No cóż, chyba zrozumiał zaistniałą aluzję, więc od razu rzekł do niej z odpowiedzią:
-Tak, tak zrozumiałem wszystko. Kiedy ja bym ci coś dał, także byś mi coś dała, kapuje. - przecież to była oczywiste rzec w galaktyce, ale ona musiała mu to powiedzieć. Wiedział, że będzie tak a nie inaczej, ale cóż, ktoś mu musiał to wytłumaczyć. Oj tam oj tam, wampirzyca zaczęła narzekać, że ubliża swojej płci, ale to była jego sprawa, a nie jej.

Mężczyzna po prostu chciał się teraz wypowiedzieć delikatnie:
-Tak to prawda. A poza tym, widziałaś kiedyś kobietę wilkołaka z futrem? bleh, dosłownie jakbyś lizała jakieś koto podobne coś. I tak, kobiety są różne, choć wolałbym te które podczas roi nie zamieniają się w wilkołaczki, heh.. - musiał to powiedzieć, bo taka była prawda, a nie chciał tego ukrywać. On przecież sam jakby to robił z jakąś kobietą swojej rasy, to nie zamieniłby się w wilkołaka od tak, bo było to całkiem niepotrzebne. Wreszcie mogli zbliżać się najwidoczniej do jakiejś mieścinki, ale to nie był koniec ich rozmowy. Wilczur usłyszał jej zszokowany głosik, ponieważ zaproponował jej swoją krew, chciał sprawdzić jakie to jest uczucie. Niektórzy twierdzili, że sympatyczne inni że bolesne, różne były osoby.

Dziewczyna najwyraźniej przesadzała, nie chciała na nim żerować, ale on jednak chciał żeby spróbowała jego krwi. Wilkołak musiał jej na to odpowiedzieć:
-Daj spokój, przesadzasz. Może i bym stracił trochę krwi, ale nie jesteśmy już na pustyni, więc w razie czego, jakbyś bardzo bardzo potrzebowała mojej krwi, daj mi znać. To nie oznacza, że będziesz na mnie żerować, a poza tym, mam regenerację, nie zapominaj o tym. Będziesz mogła korzystać z mojej krwi kiedy tylko będziesz chciała, ale i tak pewnie po jakimś czasie, każde z nas pójdzie w inną stronę. - ujął to tak i zrobił delikatnie poważną minę. Miał pewną rację, niedługo przecież dziewczyna będzie raczej chciała wrócić w półmrok swojego królestwa, lecz jemu nie było śpieszno, bo nie miał dokąd wracać jako upadły książę.

Oj tak, musiał coś zjeść, więc przytaknął tylko na słowa Victori, był bardzo głodny, lecz nie upadły teraz od wyssania jego krwi, już można było rzec, że przesadza. I ponownie szatyn musiał się z nią zgodzić, także raczej nie urzędował w tych lasach, ale musieli iść raczej przed siebie i dowiedzieć się gdzie ich to wreszcie poniesie. Po paru minutach, które znowu upłynęły, wojownik wreszcie dostrzegł jakąś chatę, ale bardziej przypominała sporej ilości karczmę. Ujrzał także, jak kobieta robi minę pytającą, czy się nadaję. On jej tylko odrzekł rzucając oczy w stronę budynku, będą musieli się przekonać. Kenji także wszedł za swoją towarzyszką podróży i zaczął się najpierw niepewnie rozglądać. Bezpieczeństwo to była zawsze podstawa, wreszcie mogli natrafić na jakiś bandytów czy innych rzezimieszków szukających zwady.

Mógł zauważyć jak jego koleżanka siada przy jednym ze stole, a kiedy on już szybko rozejrzał się po pomieszczeniu, także usiadł w niepokoju, będącym przygotowany na wszystko. Wampirzyca wreszcie coś wspomniała o jedzeniu, więc trochę jego brzuch wydał sporadycznie kilka dźwięków. Wreszcie mógł się najeść, lecz nie miał dosłownie przy sobie nawet ani jednej monety. Miał nadzieję, że jego znajoma jednak miała jakieś pieniądze przy sobie. Kenji delikatnie przysunął głowę ku niej, tak żeby ta dokładnie usłyszała i rzekł w jej stronę:
Wybacz, że o to pytam, ale czy nie masz jakiś złotych monet? Ja niestety nie mam żadnych pieniędzy, po tym jak przestałem być księciem. - powiedział i odchylił z powrotem głowę na swoje miejsce.

Był ciekaw czy ta będzie mogła chociaż użyczyć jakiś monet, żeby ten mógł na spokojnie zjeść. Hayashi miał także nadzieję, że nikt z tutejszych siedzących w karczmie nie zacznie burdy i wtedy będzie rzeź. No cóż, musiał trochę poczekać zanim kobieta mu odpowie, więc skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej i czekał na jej odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Victoria Kuran
Victoria Kuran


Miano : Victoria Kuran
Liczba postów : 47
Join date : 25/02/2015

Gospoda "Bez nazwy" Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Bez nazwy"   Gospoda "Bez nazwy" EmptySro Kwi 15, 2015 1:49 pm

Nie musiała mu tłumaczyć tak oczywistej rzeczy, ale jednak wolała, żeby wszystko było jasne i przejrzyste. Jak widać nie musiała się martwić, bo mężczyzna szybko załapał sens jej słów. A skoro się rozumieli to idealnie. Z kolei już zdążyła zauważyć, że od początku dobrze się dogadują. Tylko Vic niepotrzebnie chciała wszystko za wszelką cenę objaśnić. Widząc, że mężczyzna pojmuje sens jej słów uśmiechnęła się mimowolnie i nic poza tym. Czasem nie trzeba było mówić.
Siedząc tak na przeciwko Kenji'ego zastanawiała się nad wcześniejszymi wypowiedziami szatyna, jeszcze tam w lesie. Zaśmiała się zabawnie i przeciągle przypominając sobie zdanie dotyczące wilczych kobiet. No cóż... To było dość śmieszne, ale gusta były różne, a o nich zaś się nie dyskutuje. Mimo wszystko nie mogła ukryć, że ją to rozweseliło. Zatem mężczyźni mogli zaznać trochę niedogodności w bliskich stosunkach z ich kobietami. Spojrzała z politowaniem na swojego towarzysza.
- Nie widziałam, ale wierzę, że to specyficzne uczucie i może niekoniecznie ekscytujące. Ale! Co istota to gusta. Może niektórzy to lubią?- no właśnie. Bo na pewno nie każdy stronił od takich kobietek. W przeciwnym razie ich gatunek nie mógłby przetrwać. Nadal na jej ustach widniał wesoły uśmiech. Zdecydowanie Kenji należał do osób, które ni stąd ni zowąd potrafią rzucić czymś zabawnym, co wprawia w szampański nastrój.
A co do krwi... To mówił najwyraźniej jak najbardziej poważnie. Musiała przyznać, że nie spodziewała się tego po wilku. Ale skoro się zaoferował to dlaczego miałaby nie skorzystać. - Niestety mam skłonności do przesadzania. Ale po prostu dbam o ludzi, których lubię. A jeśli chodzi o twoją propozycję to czemu nie. Wymienimy się doświadczeniami. Ja ci powiem jak smakujesz, a ty mi jak było- uśmiechnęła się szeroko. Na pewno tego dokona, kiedy nadarzy się odpowiednia ku temu okazja. Kto by pomyślał, że będzie rozmawiała sobie o takich sprawach z Kenjim jak gdyby nigdy nic. Choć musiała przyznać, że od początku dobrze się z nim dogadywała.
Donikąd jej się nie spieszyło, a już na pewno nie do królestwa. Od kiedy wróciła do okolic to w zamku była tylko jeden raz. I to utwierdziło ją w przekonaniu, że nie może tam zbyt długo siedzieć.
- Pewnie kiedyś się rozejdziemy. Ale zawsze można znów się zobaczyć. Sądzę, że to nie jest ogromny problem. Poza tym trzeba cieszyć się ze spotkania i myśleć o teraźniejszości- kto to mówił... Osoba, która zawsze musiała spojrzeć w przyszłość, żeby zobaczyć ile jest wad, a ile zalet w danej sytuacji. No ale przecież mężczyzna nie musiał nic na ten temat wiedzieć. Vic miała zmienne stany.
Zaraz potem szatyn zapytał o monety. Uśmiechnęła się wymownie. - Jasne, mam jeszcze trochę przy sobie. Zanim opuściłam królestwo wzięłam trochę do kieszeni. Nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać. A że podczas wojny trzymałam się z dala od miast, a za jedzenie płacić nie muszę to została większość- rzuciła mu wypełnioną do połowy sakiewkę. Jej się to teraz nie przyda. Zresztą w każdej chwili mogła wrócić do Aerdwanu i skorzystać z zasobów. A wilk potrzebował dobrze zjeść. Oparła się wygodnie na swoim krześle spoglądając na wilka.


Victoria Kuran
biały wam­pir, który pożyczo­nym blas­kiem wy­sysa ze świata wszys­tkie barwy.
VictoriaRelacjePocztaSkrytkaKuran
Powrót do góry Go down
Kenji Hayashi
Kenji Hayashi


Miano : Kenji Hayashi
Liczba postów : 48
Join date : 24/02/2015
Age : 27
Skąd : Warszawa

Gospoda "Bez nazwy" Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Bez nazwy"   Gospoda "Bez nazwy" EmptyCzw Kwi 16, 2015 1:27 am

Ta, no cóż. Ona musiała mu to powiedzieć, ponieważ nikt inny z nimi nie siedział. Kenji dokładnie rozumiał kobietę, bo wreszcie każda inna osoba miała swoje gusta w swoich myślach. Musiał niestety się z tym godzić i jej odpowiedzieć, ponieważ nie miał zamiaru żeby dziewczyna czekała zbyt długo:
-Tak, ludzie mają różne gusta, ale nie mówmy już o tym, ciarki mnie przechodzą gdy o tym myślę. - rzekł, tak siedząc i rozglądając się po karczmie. Mógł zauważyć, że do gospody ciągle wchodzą jakieś nowe osoby, nawet niektóre wydawały się bardzo podejrzane dla niego, a miał dużo pewności, że są łowcy wampirów, jak i wilkołaków, przynajmniej zdarzali się tacy. W sumie to tak, jakoś jego rasa musiała się rozmnażać, ale jednak wolał od czasu do czasu myśleć o czymś innym niż o tym, bo naprawdę jak czasami trafiała się napalona wilczyca to nie było zbyt ciekawie.

Wreszcie Victoria zaczęła temat z krwią. Można było rzec, że lubiła chyba przesadzać, ale raczej jemu by to nie przeszkadzało. Hayashi był bardzo zadowolony z jej wypowiedzi, więc oczywiście musiał jej na to odpowiedzieć:
-Dobrze, że się rozumiemy. Tylko nie rób tego, gdy zostaniemy zaatakowani albo będziemy w ciężkiej sytuacji, bo wreszcie trzeba będzie się skupić na obronie, prawda? - wreszcie mogło tak wyjść, że jakby wampirzyce zapragnęła szybko krwi, a zaatakowali by ich jacyś bandyci, to oczywiste jest to, że nie dałby jej tylko musiałby walczyć z nimi, ona pewnie tak samo. Na pewno to będzie dla niego doświadczenie, oczywiście nie będzie także robiła przy innych tutaj zgromadzonych osobach w pomieszczeniu.

Szatyn naprawdę miał bardzo dobry kontakt z kobietą, ponieważ bardzo dobrze im się dogadywało. Musiał to przyznać, ponieważ nie było innego wytłumaczenia na to. Wreszcie po kilku minutach, odpowiedziała mu na temat jakby się rozeszli. I także znów miała słuszność, trzeba było ciągle przeć na przód i nie myśleć o dawnej przeszłości, jaka bardzo szybko dla wilkołaka to zleciało. Tylko i wyłącznie kiwnął głową, na znak że wszystko rozumie, nie chciało mu się już odpowiadać na wszystkie jej słowa, wreszcie był głodny i nie mógł za bardzo skupić się na rozmowie. Krwisto-oki złapał się wreszcie po chwili za brzuch, po czym znów usłyszał głos wampirzycy, która to rozmawiała właśnie o złotych monetach i rzuciła mu niewielki woreczek przed twarz. To było jego zbawienie z niebios, oj tak. Był bardzo wygłodniały, więc szybko pojął worek w dłoń i pomachał ręką w stronę karczmarza, żeby ten na chwilę podszedł do niego i chciał złożyć zamówienie.

Oczywiście znajoma wilczura mogła słyszeć takie słowa, które padały to "Delikatne przepiórki, spory kawał wołu, sporą ilość kuropatw, no i jeszcze kawał łosia, to raczej wszystko". Zapewne koleżanka wilkołaka zdziwiła się na to "olbrzymie" zamówienie, które naprawdę było wielkie. No cóż, szatyn nie miał innego wyboru, był bardzo głodny i musiał zaspokoić swoje zapotrzebowania. Minęło kilka minut, lecz karczmarz od razu do niego nie przyszedł, więc wojownik musiał poczekać trochę dłużej. W sumie chciał zapytać Victorii czy nie jest niechcący głodna, lecz ona była komarem, potrzebowała tylko krwi. Ponownie chwila minęła, aż wreszcie panujący tutaj szef gospody przyszedł ze sporawymi tacami, na których były zamówienia mężczyzny.

Pewnie znajoma była nieźle zszokowana tym jakie niektóre dania były wielkie, praktycznie spadały ze stołu, lecz Kenji starał się je przytrzymywać. Hayashi od razu tak jakby zrobił dziwny gest, dziękujący za te smakołyki i zaczął zajadać. Był tak skupiony na upieczonej żywności, że nie miał całkowicie czasu na rozmowę z kobietą. Miał nadzieję, że za bardzo się za to nie obrazi, ale także przecież ona mogła coś do niego mówić. Po kwadransie, szatyn nawet nie skończył ów jedzenia wszystkiego, dopiero był w połowie. Na pewno sporo mu to zajmie, ale także mógł wieść swoimi oczami po pomieszczeniu, bo widział spore zdziwienie wśród tłumu, który był tutaj zgromadzony. Niektórzy chyba się domyślali, że nie jest zwykłym człowiekiem i co poniektórzy trzymali za rękojeści broni, tak przynajmniej mógł to dostrzec. Mężczyzna jakoś się tego nie obawiał i cieszył się ucztą.
Powrót do góry Go down
Victoria Kuran
Victoria Kuran


Miano : Victoria Kuran
Liczba postów : 47
Join date : 25/02/2015

Gospoda "Bez nazwy" Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Bez nazwy"   Gospoda "Bez nazwy" EmptyCzw Kwi 16, 2015 1:43 pm

Zaśmiała się jeszcze raz pod nosem, ale grzecznie zakończyła temat. Była taka ułożona, że aż samą siebie zaskoczyła. W końcu przy wilku nie musiała niczego udawać. Nie zwracała uwagi na osoby, które pojawiały się w gospodzie. Jeżeli coś się zacznie dziać to wtedy będą interweniować. A poza tym nie była tutaj sama. Zawsze mogła stawić komuś czoła wraz z Kenjim.
Przewinęła oczami teatralnie na jego słowa. Przecież to było oczywiste, że podczas walki czy obrony nie będzie się dopadała do tętnicy wilkołaka. Uśmiechnęła się do niego pobłażliwie moszcząc się wygodnie w swoim krześle. - Kogo ty uczysz zasad gryzienia. Doskonale wiem, kiedy to robić- poruszyła wymownie brwiami uśmiechając się zawadiacko. No cóż... Nie była głupia, żeby rzucać się na niego podczas walki.
Tymczasem z uwagą słuchała składanego zamówienia przez szatyna. Uniosła wysoko brew. No faktycznie go nieźle wzięło na jedzenie. Kiedy skończył mówić odetchnęła z głośnym świstem. - Zawsze tyle jesz? Dobrze, że masz ruch, bo by ci wszystko w tuszę poszło- uśmiechnęła się szeroko wyszczerzając się do niego przy okazji. Była w szoku jak mu w końcu zaczęli to wszystko nosić. Dobrze, że na zamku miała wszystko to, co było jej potrzebne do życia codziennego i nie musiała spożywać ludzkiego pokarmu. - No to smacznego- puściła do niego przyjacielskie perskie oko lustrując wzrokiem całe zamówienie.


Victoria Kuran
biały wam­pir, który pożyczo­nym blas­kiem wy­sysa ze świata wszys­tkie barwy.
VictoriaRelacjePocztaSkrytkaKuran
Powrót do góry Go down
Kenji Hayashi
Kenji Hayashi


Miano : Kenji Hayashi
Liczba postów : 48
Join date : 24/02/2015
Age : 27
Skąd : Warszawa

Gospoda "Bez nazwy" Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Bez nazwy"   Gospoda "Bez nazwy" EmptyCzw Kwi 16, 2015 11:23 pm

Kiedy tak zaczął zajadać, rozglądał się od czasu do czasu w tłumy ludzi, ponieważ coś przeczuwał, że jednak ktoś ich obserwuję. Jednak po jakimś tam czasie, Kenji zrezygnował i skupił się przed sobą i przed sporymi talerzami, które to tutaj stały sobie na drewnianym okrągłym stole. Po paru minutach, kiedy wojownik się tak zajadał, mógł usłyszeć słowa sprzeciwu względem, kiedy będzie mogła go gryźć. Ten akurat miał w ustach pełny kawał mięsa i trochę się z tego uśmiał, lecz chciał jej na to szybko odpowiedzieć. Wreszcie po chwili kiedy to Hayashi przegryzł wszystko, wyszczerzył na chwilę w jej stronę zęby, po czym rzekł w jej stronę:
-No chyba raczej nie wiesz, to ja wiem kiedy kogoś ugryźć, a my tutaj droga panno rozmawiamy o wsysaniu krwi, gryzienie zostaw mi. - wypowiedział się na ten temat i dalej zaczął zajadać soczyste mięska.

Naprawdę mu to wszystko smakowało, żałował tylko że nie miał własnych monet, za które na pewno kupiłby dwa razy tyle, ponieważ nie wiedział na ile mu to starczy. Miesiąc, dwa miesiące może nawet mniej, o tym rozmyślał Hayashi kiedy to prawie kończył łosia. Kiedy zaczął dokładniej się przysłuchiwać, po czym rozmowy ustały i można było słuchać tylko szepty wokół zgromadzonych w karczmie. Na szczęście szatyna to jakoś nie przestraszyło, wolał się zająć delektowaniem tych potraw niżeli ktoś by miał go napaść, a mógłby ponieważ ten schował swoje ostrza, kiedy wyjeżdżał z kraju. Najwyraźniej widać było, jak Victoria była trochę zszokowana zamówienie i ilością ile może tego pochłonąć. Na szczęście szybko to wszystko zrzucał i szło w masę, więc nie miał problemów, że kiedyś w przyszłości zostanie gruby.

No cóż, na tą reakcję musiał także odpowiedzieć, bo nie wytrzymywał ze śmiechu:
-My z rodu tych pełnokrwistych, zawsze dużo jemy. U was to pewnie szklaneczka jakiejś bardzo stężonej krwi, jak mniemam. Ale tak, ja akurat zawsze byłem apetyczny, heh. - to co on powiedział, nie było wcale śmieszne. To miało uświadomić tylko wampirzyce, że niezłe pieniądze musiała by wydać na utrzymanie takiego zwierza w zamku. Po pewnym czasie, kiedy wreszcie zaczął powoli kończyć swoją ucztę, będzie musiał pamiętać że jakby odzyskał schowanie przedmioty na swoich terenach, musi od razu oddać to co teraz pożyczył kobiecie, ponieważ był z tym zawsze fer. Wreszcie mógł zauważyć, jak dziewczyna puszcza mu oko, już któryś raz z rzędu, ale jakoś nie zwracał na to uwagi. Oczywiście chciałby ją zaliczyć, jak dziki wilczur wilczycę, ale miał swój honor, więc dalej kończył powolutku potrawy.

Był bardzo wdzięczny za jej słowa, więc tylko skinął głową, trzymając w ustach kawałek mięsa, ponieważ no cóż, akurat wtedy padły z jej strony słowa. Po upływie pół godziny, krwistooki wreszcie skończył wszystkie dania i podziękował, mrucząc coś do siebie. Odłożył wszystkie tace na stół, po czym rzekł w stronę Victorii, która chyba najwyraźniej się nudziła, patrząc jak ten się zajadał z apetytem:
-No dobra, jestem najedzony, teraz co dalej? Ruszamy w dalszą drogę, czy co? W sumie podczas naszej podróży będziemy musieli ruszyć na moje tereny, muszę coś odkopać w pewnym miejscu, a konkretnie moje rzeczy. Czy jesteś chętna na tą wyprawę w nieznane? - powiedział i spoważniał.

Oczywiście nie chciał ryzykować życia koleżanki, więc po prostu klepnął ją po ramieniu, jego oczy były skupione na jej oczach i rzekł:
Więc jaka jest twoja decyzja,wampirzyco. - ostatnie jego słowo zabrzmiało ciszej, ponieważ nie chciał jej odkryć przed innymi, którzy znajdowali się w karczmie. Miał nadzieję, że ta się nie zgodzi, ale spodziewał się jednak pozytywnej wypowiedzi i się zgodzi. No cóż, nie mógł nic zrobić na to co będzie, musiał przeć na przód, może sam, albo z kimś.
Powrót do góry Go down
Victoria Kuran
Victoria Kuran


Miano : Victoria Kuran
Liczba postów : 47
Join date : 25/02/2015

Gospoda "Bez nazwy" Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Bez nazwy"   Gospoda "Bez nazwy" EmptyPią Kwi 17, 2015 12:09 am

Ponownie przewróciła teatralnie oczyma cmokając złośliwie. Wilkołak chyba pozjadał wszystkie rozumy. Jeszcze będzie jej mówił jak ma żyć. Miała go ochotę palnąć w łepetynę. Choć pewnie by to wyszło bardziej żartobliwie niż na poważnie. Ale była przyzwyczajona, że on się z nią droczy. Czasem nie pozostawała dłużna. - Nie bądź taki mądry. Przecież to jeden pies, kochaniutki. Żebym mogła wypić twoją krew to najpierw muszę cie ugryźć. Logiczne, prawda?- spojrzała na niego wymownie uśmiechając się przepraszająco. No, bo to była czysta prawda. Niech się facet weźmie za jedzenie. To na pewno lepiej mu wychodziło niż filozofowanie na temat wampirów. Może znał się na gryzieniu, ale najwyraźniej zbyt wiele na temat szkarłatnych nie wiedział.
Przyglądała mu się jak wcina z wielkim apetytem. Założyła nogę na nogę pod stołem, zaś dłonie skrzyżowała pod biustem. Szatyn był po prostu niemożliwy w swoich wypowiedziach. Ale dlatego, że potrafił tak głupkowato i mądrze gadać to mogli się przyjaźnić. Jedno drugie rozbawiało i o to w tym właśnie chodziło.
Omal nie popluła się ze śmiechu, kiedy szatyn zaczął prawić o jedzeniu. A w zasadzie o tym co powiedział chwilę później. Spoglądała na niego z rozbawieniem. - W zasadzie rarytasem jest polowanie na swój posiłek. Nie wiem... Próbowałam tylko twoich ust, ale jesteś dość apetyczny. Polecam- wyszczerzyła się niewinnie, po czym oparła łokcie na stole układając twarz na otwartych dłoniach. Przyglądała się mu. Niedługo potem również się podniosła idąc w stronę mężczyzny. - W porządku, możemy ruszać. Gdziekolwiek zechcesz- wzruszyła ramionami, po czym skierowała się ku wyjściu.
Ta... Vic też mogłaby go zaliczyć. W sumie chyba wiadomo kto nad kim tutaj miał kontrolę, nie? Wystarczyło jedno jej słowo, a już by leżał między jej nogami. No, ale trzeba było trochę faceta potrzymać w niepewności.


Victoria Kuran
biały wam­pir, który pożyczo­nym blas­kiem wy­sysa ze świata wszys­tkie barwy.
VictoriaRelacjePocztaSkrytkaKuran
Powrót do góry Go down
Kenji Hayashi
Kenji Hayashi


Miano : Kenji Hayashi
Liczba postów : 48
Join date : 24/02/2015
Age : 27
Skąd : Warszawa

Gospoda "Bez nazwy" Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Bez nazwy"   Gospoda "Bez nazwy" EmptyPią Kwi 17, 2015 12:48 am

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Victoria Kuran
Victoria Kuran


Miano : Victoria Kuran
Liczba postów : 47
Join date : 25/02/2015

Gospoda "Bez nazwy" Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Bez nazwy"   Gospoda "Bez nazwy" EmptyPią Kwi 17, 2015 1:14 am

Oho, pan Kenji jeszcze się z nią kłócił. Przecież powinien wiedzieć, że tak szybko nie wyjdzie na swoje. Mogli się tak kłócić w nieskończoność, ale ona tak czy siak miała rację i nic tego nie zmieni. Mimo wszystko nie chciało jej się z nim kłócić. Po prostu ominęła ten temat. W końcu Kenji sądził, że jajko jest mądrzejsze od kury. Jeszcze nie był doświadczony w rozmowie z kobietą. Powinien zdawać sobie z tego sprawę, że one zawsze mają rację. A jak jej nie mają, to i tak mają. Chociażby dla zasady.
Dobrze, że powoli zaczęli się wynosić z gospody, ponieważ banda jakiś idiotów zaczęła wszczynać rozróbę. Choć nie przeczyła, że czasem naprawdę wolałaby nie mieć władzy nad umysłem innych. Myśli mężczyzny były tak szokujące, że nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Można powiedzieć, że nie dość, że była zaskoczona to jeszcze jego myśli były tak prymitywne, że aż zesztywniała. Wolałaby tego wszystkiego nie wiedzieć. Pomasowała sobie skronie wzdychając ciężko. Ale czego w końcu mogła się spodziewać po swoim przyjacielu Kenjim. Niech się męczy. Niestety nie dostanie ciasteczka tak szybko. A przynajmniej nie od niej dopóki nie osiągnie tego, czego chce. Z drugiej strony musiała przyznać, że dawno tak tragicznych myśli nie słyszała. Sądziła, że szatyn ma więcej fantazji i jego myśli są bardziej erotyczne, ale od tych to chyba prędzej by zgasła niż się zapaliła. Mimo wszystko pozostawmy chłopaka w słodkiej nieświadomości. Konar raczej pokrył się wodą i na pewno nie zapłonie. Jak wcześniej może byłaby chętna tak teraz nie wiedziała co sądzić o prymitywnych myślach faceta.
Taki kozaczek... Ciekawe kto tu kogo by brał i kto kogo zajechał. Nie sądziła, żeby to był Kenji. Ale... Jak się chłopak namyśli to może kiedyś go nauczy ładnych fantazji. Takich dużo bardziej inteligentnych. Chociaż dużo mężczyzn miała takie prostolinijne ubieranie myśli. Tak czy inaczej podparła się za boki spoglądając wymownie na wilkołaka. - Taaa? Taki jesteś pewien, że mógłbyś mnie zjeść, kiedy chcesz? To czemu jeszcze tego nie zrobiłeś? Nie bądź takim cwaniaczkiem - mruknęła spoglądając na niego, kiedy już wyszedł z pomieszczenia. Jak zwykle musiał narobić wokół siebie szumu. Samiec Alfa... No jakżeby inaczej. Każde miejsce na tym świecie musiało wiedzieć kim jest Kenji. - Widzę, że dawno nie dałeś upustu swojemu testosteronowi. Wilcze kobiety nie są chętne?- uniosła brew uśmiechając się złośliwie. Skoro miał głupkowate myśli to oznaczało, że dawno nie miał przy sobie ciekawej osoby. Choć przypominając sobie jego myśli to chyba specjalnie się nie dziwiła. Tylko idiota mógł tak myśleć o kobiecie.
Spojrzała na niego krzywo. - Wylizać to ty mi możesz co innego. Chyba kpisz, że będę jakieś ochłapy z twojej "klaty" jadła. Teraz to ty mnie obrażasz tą prymitywną odpowiedzią- trzasnęła go w łepetynkę. Należało mu się za ogół, ale może to troszkę ostudzi jego zapał.


Victoria Kuran
biały wam­pir, który pożyczo­nym blas­kiem wy­sysa ze świata wszys­tkie barwy.
VictoriaRelacjePocztaSkrytkaKuran
Powrót do góry Go down
Kenji Hayashi
Kenji Hayashi


Miano : Kenji Hayashi
Liczba postów : 48
Join date : 24/02/2015
Age : 27
Skąd : Warszawa

Gospoda "Bez nazwy" Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Bez nazwy"   Gospoda "Bez nazwy" EmptyPią Kwi 17, 2015 1:37 am

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Victoria Kuran
Victoria Kuran


Miano : Victoria Kuran
Liczba postów : 47
Join date : 25/02/2015

Gospoda "Bez nazwy" Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Bez nazwy"   Gospoda "Bez nazwy" EmptyPią Kwi 17, 2015 2:06 am

Słuchała go ze znudzonym wyrazem twarzy. Zawsze musiał się durnie awanturować, ale niech już mu będzie. Była nim bardzo zniesmaczona, chociaż od dawna powtarzano jej, że wilkołaki są niezwykle prymitywne. Jak dla niej to teraz wyszedł na zwykłego cwaniaczka i wątpiła, by ta myśl uległa zmianie. Spojrzała na niego z głębokim politowaniem. - Bo się naparzasz jak idiota zamiast wyjść kulturalnie i olać to ciepłym moczem. Nie dziw się, że oberwałeś. Więcej ładuj się w takie historie- mruknęła stukając się w czoło. Tak... bo właśnie zachowywał się jak debil i niewiele mogło tu cokolwiek zmienić.
Dochodzić w marzeniach, mokro? No chyba nie na jego widok. Zdecydowanie nie. Jeszcze był taki pewny siebie. Może nic dziwnego, że jeszcze żadna kobieta nie chciała się z nim przespać. I pomyśleć, że ona była bardzo blisko takiej durnej decyzji. Dobrze, że wcześniej wyszło co nieco na jaw. Fakt, że nadal był jej przyjacielem, ale na pewno nie postrzegała go w ten sam sposób. Teoretycznie nie powinna się temu dziwić, bo wilki były takie, a nie inne, ale uraz został. Była zniesmaczona jego zachowaniem. Jak widać zbyt długo było dobrze.
Jeszcze wszystko mogła znieść, ale tego, że bezczelnie dotykał jej pośladków już nie. W związku z tym zamachnęła się porządnie i uderzyła go w twarz. I nie. Tym razem to nie był żart. Miała ochotę się na na niego rzucić z pazurami, ale niech się cieszy, że i tak rozegrała to normalnie, "po przyjacielsku". - Czasem zastanów się nad czymś dwa razy. Jak masz takie ciągi to panienki z rynsztoku czekają. Ode mnie wara.- odwróciła od niego wzrok. Nie pojmowała jego toku myślenia, ale może nawet nie powinna próbować. Spojrzała na niego wyczekująco. - Jeszcze masz coś do dodania czy idziemy? Jak nie to ruszaj- wskazała głową ścieżkę.


Victoria Kuran
biały wam­pir, który pożyczo­nym blas­kiem wy­sysa ze świata wszys­tkie barwy.
VictoriaRelacjePocztaSkrytkaKuran
Powrót do góry Go down
Kenji Hayashi
Kenji Hayashi


Miano : Kenji Hayashi
Liczba postów : 48
Join date : 24/02/2015
Age : 27
Skąd : Warszawa

Gospoda "Bez nazwy" Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Bez nazwy"   Gospoda "Bez nazwy" EmptyPią Kwi 17, 2015 2:46 am

No cóż, nie spodziewał się tego po dziewczynie. Zaczęła być wulgarna wobec Kenji'ego, który przecież zachowywał się tak szarmancko i elegancko. Nie traktował jej przecież aż tak źle, zaś wampirzyca zaczęła naprawdę traktować go jako wieśniaka, który pochodził z jakiejś wsi. Hayashi musiał jakoś znieść fochy kobiety, ponieważ nie miał nic innego do stracenia. Po jakimś czasie dłuższej przechadzki, wreszcie Victoria rzuciła parę słów w jego stronę. Oj tam oj tam, od razu się przyczepiła, że dał się w bójkę z tutejszymi rozbójnikami, ale to nie była jego wina. Oni sami to zaczęli, bo widzieli jak się kłócił z wampirzycą, a tutaj takie coś. Nie było innego wyboru, krwisto-oki musiał jej od razu kilka słówek wspomnieć na ten temat:
No co, to nie moja wina. Księżniczka się znalazła od siedmiu boleści. Po pierwsze, to oni mnie zaatakowali, przez to że zaczęliśmy kłótnie. Więc wybacz, ale teraz będę krwawił i mój odór krwi będzie ci przeszkadzać. - groźnie warknął i odsunął się od niego.

To przecież nie było jego wina, a ona miała pretensję, nie mógł zrozumieć tych wampirzyc. Może one po prostu takie były, nie mógł tego przecież wiedzieć. Wiedział, że jak spotka znowu Regisa, będzie musiał się dowiedzieć więcej na temat jego rasy, żeby zrozumieć jego siostrę czy też kochankę, w sumie nie wiedział jak się traktują. Po parunastu minutach powolnej wędrówki po puszczy wyglądała tak jakby była naprawdę wkurzona i chyba była. Nie rozumiał czemuż to, przecież on nie był aż taki zły dla niej, chciał się po prostu z nią zabawić, a ona miała inne zdanie o tym. Wreszcie słowa się rzekły, ponownie wkurzona rzuciła kilka słów w stronę wilczura, zaś ten miał to w sumie gdzieś. Nie mógł urazić swojej czysto krwistej dumy, którą tak bardzo chciał zachować. Najwyraźniej nie chciała tego z nim zrobić, pewnie przez to że nie miał jelita baraniego.

Też przecież nie wina wilkołaka, musiał znaleźć barana w okolicy, a ciężko było o takiego, gdzie w lesie były same jelenie czy też jakieś inne dziki i wiewiórki. Szatyn przecież nie użyję jelita z wiewiórki, bo to przecież będzie za małe na jego atuty. Kenji westchnął i odpowiedział jej, myśląc czy może by do tego rynsztoka po drodze nie zahaczył:
-Zawsze się zastanawiam nad tym co mówię. A może i pójdę, co ci do tego? To moja sprawa z kim to robię, prawda? Sprawy prywatne, ma się rozumieć, wampirzyco.. - burknął i skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej. Tak, oni mogli dosłownie zrobić rzeź niewiniątek w tym lesie i po-masakrować się, jak było jeszcze za czasów wojny, która kiedyś trwała. Po prostu Hayashi miał ochotę ją rozerwać na strzępy, a wiedział że ona jest zwinna i może zamienić się w nietoperza i uciec, więc nie chciał jak na razie ryzykować.

Ohh, teraz była zainteresowana tylko podróżą, więc dobra, niech i tak będzie. Krwisto-oki wreszcie prychnął i nie odpowiedział jej na to pytanie, miał zamiar już z nią nie rozmawiać do końca tej wyprawy, lecz pewnie ona coś palnie w jego stronę i będzie musiał jej odpowiedzieć. Przecież wreszcie kobiety zawsze były gadatliwe, czasami mogły prowadzić rozmowy non stop. Znał to, kiedy był u siebie na dworze i zawsze słuchał tego harmideru wśród tłumów, a że każdy praktycznie z nich miał bardzo dobry słuch, to można było spostrzec kto najczęściej gada. Teraz tylko wojownik musiał zrobić tylko jedno, znaleźć Regisa, powstrzymać prasmoki i oczywiście spróbować starań u innych kobiet wśród innych krain, czy też kontynentach. Taki był teraz jego cel, bo jakoś nie wyglądało, żeby dogadał się z Victorią, cnotką od siedmiu boleści. Kenji wreszcie chciał mieć to z głowy i umrzeć w naprawdę spokojnym spokoju, bez cholernym prasmoków i żeby wszyscy mieli spokój wieczny.

z/t x2 - Aerdwan - Las Desorden - Opustoszały cmentarz.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Gospoda "Bez nazwy" Empty
PisanieTemat: Re: Gospoda "Bez nazwy"   Gospoda "Bez nazwy" Empty

Powrót do góry Go down
 

Gospoda "Bez nazwy"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: TERENY NICZYJE :: Bezkresna Puszcza Elfidrów-